kortowskie zgliszcza
Masakra w Kortau
Ludzie zmuszeni byli wyskakiwać z płonących pawilonów i ginęli uderzając z dużej wysokości o ziemię. W niepodpalonych obiektach obłożnie chorych zabijano na łóżkach, personel medyczny szlachtowano i wyrzucano przez okna na jedną stertę ciał. Znajdujących się wszędzie na terenie Kortowa uchodźców gromadzono w grupy i rozstrzeliwano między pawilonami i na placach.
kortowskie zgliszcza
Sowieci pod Olsztynem – kadr radzieckiego filmu propagandowego „W legowisku bestii” Na zdjęciu: kortowskie zgliszcza, źródło: Piechocki „Czyściec zwany Kortau”


Sytuacja w Kortau na kilka godzin przed pojawieniem się Rosjan
W wieczór przed wkroczeniem Sowietów w salach pawilonów lazaretu rezerwowego hospitalizowani byli natomiast nieewakuowani dotąd, najczęściej ze względu na stan zdrowia, dotychczasowi jego pensjonariusze lub ranni żołnierze niemieccy, którzy zdążyli napłynąć tu już z frontu. 21 stycznia wieczorem w kortowskim lazarecie przebywało ok. 100 nienadających się do transportu pensjonariuszy. Do tego czasu do szpitala napłynęło ok. 140 rannych żołnierzy niemieckich. Ich liczbę można ustalić na podstawie umundurowanych zwłok, które wydobyto w latach pięćdziesiątych z masowych grobów odkrytych na terenie byłego szpitala. Łącznie zatem Sowieci zastali w lazarecie ok. 240 pacjentów oraz kilkanaście osób personelu medycznego, na którego zwłoki ubrane z kolei w szpitalne kitle natrafiono również w tych grobach. W pomieszczeniach szpitalnych przebywali także uchodźcy, w większości kobiety z dziećmi, którzy w ogrzewanych budynkach szukali schronienia na noc przed mrozem i śniegiem. Nie znamy dokładnej liczby uciekinierów, którzy zatrzymali się w pawilonach szpitalnych na noc. Można ją szacować na podstawie odnalezionych zwłok – 227 ciał kobiet i dzieci. Na miejscu pozostawał też objęty zakazem ewakuacji personel medyczny obu placówek: lekarze, pielęgniarki i sanitariuszki oraz pielęgniarze i pracownicy obsługi - dwóch maszynistów i jedna osoba dyżurowująca w portierni.

Dyrektor zakładu dla obłąkanych – Kurt Hauptmann wraz z żoną pozostawali w swojej wilii, położonej niedaleko bramy wjazdowej na terenie zakładu. Lekarze i asystenci w liczbie kilkunastu osób w ostatniej chwili ukryli się przed czerwonoarmistami na strychu willi przy dzisiejszej alei Warszawskiej 107, gdzie zostali jednak przez nich odnalezieni. Ogółem w kortowskich szpitalach w chwili wkraczania Rosjan przebywały co najmniej 602 osoby. Obszar ten miał być broniony przez dwie drużyny wojskowe – kilkunastu ludzi. Jeszcze 21 stycznia dyrektor Kurt Hauptmann telefonował do komendanta wojennego Olsztyna – gen. Paula Gerhardta (1881-1953) – prosząc o zgodę na ewakuację zakładu oraz szpitala, jednak odmówiono mu i zagrożono sądem polowym, jeśli w przyszłości takie prośby się powtórzą. Pozostało mieć zatem nadzieję, że formalnie oznakowany czerwonym krzyżem obiekt zostanie przez Sowietów oszczędzony. Sowieci pod Olsztynem – kadr radzieckiego filmu propagandowego „W legowisku bestii”
Na zdjęciu: Sowieci pod Olsztynem – kadr radzieckiego filmu propagandowego „W legowisku bestii”.

Wyzwolenie” Kortau – źródła wiedzy
Kortowo opanowały w nocy z 21 na 22 stycznia 1945 r., wchodzący w skład 5 dywizji kawalerii gwardii, 24 pułk kawalerii pod dowództwem ppłk. Pietiera Fiodorowicza Tkaczenki. Był to pułk działający w tym czasie jako rezerwowy, pozostający w dyspozycji dowódcy 5 dywizji kawalerii jazdy gen. mjr. N. Czepurkina, na którego to rozkaz został rzucony do Olsztyna z zadaniem opanowania i oczyszczenia z przeciwnika Starego Dworu i Kortowa. O sytuacji i przebiegu wydarzeń po wkroczeniu Sowietów na teren zakładu oraz lazaretu wiemy jedynie z lakonicznych sowieckich raportów wojennych oraz relacji świadków, którym cudem udało się przeżyć tę masakrę. Zebrał je i przedstawił w swoich publikacjach Stanisław Piechocki, który jako pierwszy zajął się tematem Kortau, zwłaszcza gdy idzie o jego wojenną i powojenną historię. Z tego też powodu jego zasługi w tym względzie są nieocenione.

Spośród wielu relacji, jakie udało mu się zebrać i przedstawić kluczowa jest tzw. „relacja palacza Josepha”, ponieważ jest ona najbardziej wiarygodna i tylko dzięki niej udało się w roku 1955 odkryć największą w Kortowie zbiorową mogiłę ofiar stycznia 1945 r. Joseph był autochtonem, po 1952 r. pełnił faktycznie obowiązki kierownika kotłowni Wyższej Szkoły Rolniczej. Zwierzył się ze swojej tajemnicy pracującym z nim robotnikom tuż przed opuszczeniem Olsztyna. Sam Joseph, choć nie był naocznym świadkiem wydarzeń ze stycznia 1945 r., to jednak znał je bardzo dobrze i to z istotnymi, potwierdzonymi później szczegółami. Dowiedział się o nich od świadka, który obserwował przebieg tych wydarzeń, ukryty w kortowskiej kotłowni. Zasadniczym elementem tej relacji było wskazanie palaczowi Josephowi miejsca zagrzebania pomordowanych przez Rosjan ludzi, które później z kolei on wyjawił innym.

Masakra w Kortowie
Wedle tego opisu zdarzeń jaki i kilku pozostałych Armia Czerwona wtargnęła w nocy z 21 na 22 stycznia 1945 r. do Kortowa podpalając budynki zakładu i lazaretu, używając przy tym miotaczy ognia (prawdopodobnie do większych i dotkliwszych podpaleń doszło już po zdobyciu Olsztyna, na przełomie stycznia i lutego 1945r.). Ludzie zmuszeni byli wyskakiwać z płonących pawilonów i ginęli uderzając w ziemię z dużej wysokości. Pozostałych dobijali żołnierze z broni ręcznej. W niepodpalonych obiektach obłożnie chorych zabijano na łóżkach, personel medyczny szlachtowano i wyrzucano przez okna na jedną stertę ciał. Tych, którzy próbowali uciekać Sowieci mordowali tam, gdzie ich dopadli. Znajdujących się wszędzie na terenie Kortowa uchodźców gromadzono w grupy i rozstrzeliwano między pawilonami i na placach. Uciekających żołnierze radzieccy ścigali po okolicy i uśmiercali strzałami z broni ręcznej oraz oblewając płonącymi substancjami z miotaczy ognia. Niektórych z nich dopadli już na tafli pobliskiego zamarzniętego jeziora oraz na okalających je polach. Tylko nielicznym udało się ujść z życiem.
Los personelu
Kortowski personel medyczny podzielił los większości swoich podopiecznych. Lekarze i asystenci zostali odnalezieni powieszeni na strychu swojej wilii przy obecnej alei Warszawskiej 107. Wśród nich znaleźli się: naczelny lekarz Arthur Powels, Johannes Berg, Heinrich Schroeder. Kwestią dyskusyjną jest czy było to samobójstwo czy działanie żołnierzy rosyjskich. Nie wyklucza się także hipotezy, że lekarze uprzednio odebrali sobie życie za pomocą trucizny (wg niektórych relacji tuż po wojnie natrafiono na strychu na puste fiolki) i później w ramach makabrycznej zabawy Rosjanie powiesili ich ciała na stropowych belkach. Dyrektor zakładu – Kurt Hauprmann – wraz żoną padli natomiast od kul czerwonoarmistów w swojej wilii. 

W wojskowych raportach rosyjskich o fakcie zajęcia Kortowa wspomina się w krótkich słowach: „teren oczyszczono z przeciwnika”, „zlikwidowano przeciwnika”. Nie pisze się też nic o zabitych cywilach, a jedynie stosuje sformułowania: „zabito żołnierzy”. Wszystkie zabite tam osoby sklasyfikowano więc, niezgodnie z rzeczywistością, jako wojsko. Deklarowane przez Rosjan straty, które mieli ponieść Niemcy w rejonie Kortowa wynoszą 400 zabitych. Liczba ta pozostaje we właściwej proporcji z liczbą niezidentyfikowanych zwłok Niemców, cywilów, ludzi hospitalizowanych w lazarecie i żołnierzy ochrony placówki, ekshumowanych po wojnie w Kortowie z odkrytych tu masowych grobów.
Na zdjęciu: Dom, w którym powieszeni zostali lekarze zakładu w Kortau. Źródło: topografie.blogspot.pl

Bibliografia
​Funk, Anton (1992): Geschichte der Stadt Allenstein. Von 1348 bis 1943. dodruk wyd. 1955. Aalen: Scientia-Verlag.

Piechocki, Stanisław (2000): Olsztyn styczeń 1945: portret miasta. Olsztyn: Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie.

Piechocki, Stanisław (2014): Czyściec zwany Kortau. Nieznana historia. wyd. 2. Olsztyn: Książnica Polska.

Czytaj dalej