A my nie chcemy uciekać stąd!
42 lata temu w Górnej Grupie pod Grudziądzem spłonął szpital psychiatryczny. W pożarze zginęło 55 pacjentów. Tak duża liczba ofiar była wynikiem wieloletnich zaniedbań w dziedzinie bezpieczeństwa. Choć zajmujemy się głównie historią Kortowa lub zagłady chorych psychicznie, to czujemy się w obowiązku opowiedzieć Państwu o tej historii – pełnej cierpienia, przemilczenia i niepamięci – jak gdyby bliską i jednocześnie daleką historii Kortau.


Szpital był filią zakładu psychiatrycznego w Świeciu. Powstał w 1952 po uwłaszczeniu przez lokalne władze PRL części pałacu należącego do zakonu werbistów. Oczywiście nie baczono wówczas na jakiekolwiek przepisy bezpieczeństwa. Krokwie i stropy były drewniane. Sale chorych (liczące ponad 40 stojących na sobie łóżek) były oddzielone pilśniowymi płytami, a przez oddzielenie części szpitala od pomieszczeń werbistów szpital miał zdecydowanie za mało wyjść ewakuacyjnych. Okna – jak przystało na budynki o takiej funkcji – były zakratowane. Szpitala nie remontowano, ani nie modernizowano, bo nikt nigdy nie chciał przeznaczyć na to pieniędzy. Gniazdka elektryczne były regularnie rabowane, a personel, by zapalić światło, stykał ze sobą kable… A nadto wszystko nieszczelny komin, z którego iskra wywołała niesłychaną tragedię, do której i tak musiało w końcu dojść.

Pacjenci Górnej Grupy – cierpiący na schizofrenię, padaczkę, osoby z niepełnosprawnością intelektualną o różnym stopniu – byli wykorzystywani do “leczenia pracą” – harowali za darmo na polu od świtu do zmierzchu lub pracowali w warsztatach tkackich. Jak bardzo nam to przypomina “leczenie przez pracę” w Kortau… Dziś już istnieją przepisy, wedle których osoba hospitalizowana w szpitalu psychiatrycznym nie może pracować na rzecz zakładu lub własnego utrzymania w nim – właśnie po to, by uniknąć traktowania cierpiących ludzi jako taniej siły roboczej. Choć szokuje nas, że w 1980 roku, było to ich codziennością. W pobliskich wsiach obowiązywał nawet przelicznik 1 chory = pół traktora.

Podczas gwałtownego pożaru w nocy z 31 października na 1 listopada 1980 chorzy pozostawali w zamkniętych na klucz salach (sale na noc regularnie zamykano, by nikt nie uciekł i – o ironio – nie stała mu się krzywda). Strażacy i żołnierze, którzy po nich przychodzili wzbudzali w nich poczucie zagrożenia, przez co część z nich nie chciała poddać się ewakuacji – myśleli bowiem, że wybuchła wojna. Akcja była prowadzona bardzo chaotycznie: hydrant na podwórzu nie działał, sprzęt OSP był mierny. Służby robiły co mogły, lecz lata zaniedbań w połączeniu z żywiołem doprowadziły do śmierci 55 chorych i ciężkich obrażeń u 26 kolejnych. 

Lecz dehumanizacja i zapomnienie spotkały ich nie tylko za życia. Po pożarze spalone szczątki chorych pochowano w małych dziecięcych trumienkach – by zaoszczędzić na drewnie – i pochowano w zbiorowej mogile. Zostali oznaczeni jako NN, jak rozkazał lokalny dygnitarz partyjny – przecież i tak już byli martwi za życia – nie mieli często rodzin, a szpital w Górnej Grupie był całym ich światem. I tak oto spotkała ich druga śmierć – zostali skazani przez władzę na zapomnienie. Doczekali się upamiętnienia dopiero w XXI w. Dzięki śledztwu IPN znamy nazwiska większości z nich, a w 2017 r. upamiętnił ich zakon werbistów. Upamiętnił ich również Jacek Kaczmarski w swojej znanej piosence “A my nie chcemy uciekać stąd”

Historia ta nami wstrząsnęła z kilku względów. Przede wszystkim dostrzegamy wiele podobieństw do Kortau – przemilczenie, anonimizacja ofiar, niepamięć. Widzimy to, jak gwałtownie kończy się historia szpitala – miejsca tak ważnego dla chorych w nim przebywających. Jeden z chorych, który przeżył pożar, zapytany o nazwisko, powiedział “nie mam nazwiska – spaliło się”. To pokazuje w dobitny sposób cierpienie także tych, którzy przeżyli – kryzys tożsamości wywołany utratą domu. Kolejne podobieństwa to pożar i zbiorowa mogiła. To, co nas również zadziwiło, to wspomniane “leczenie pracą”. Myśleliśmy, że z wojną skończyło się takie myślenie o chorych potrzebujących opieki i pomocy. Że potem – a szczególnie w latach 80, czyli nie tak całkiem dawno – takie zjawisko zostało wyplenione. Tymczasem dopiero w wolnej Polsce zaistniał zakaz wykorzystywania chorych psychicznie do pracy.

Ale najbardziej w tym wszystkim przeraża nas dyskryminacja strukturalna, z jaką spotykali się – a często do dziś spotykają się – pacjenci zakładów psychiatrycznych. Zawsze brakuje środków. Zawsze na nich. Zawsze są na końcu pieniężnego wyścigu specjalizacji medycznych.

Przebieg wydarzeń opisaliśmy na podstawie dwóch dobrych artykułów. By dowiedzieć się więcej, zachęcamy do zapoznania się z nimi:

Jacek Pawłowski, Jakież to mistyczne spłonąć w dzień Wszystkich Świętych, Magazyn TVN24

Marcin Kowalski, Na rusztach łóżek…, Duży Format, dod. do Gazety Wyborczej, 10 maja 2004

Lista ofiar pożaru dostępna jest na polskojęzycznej Wikipedii [LINK]

Czytaj dalej

Więcej